Machu Piccu z lotu ptaka jako ilustracja do recenzji książki "Miasto i psy" peruwiańskiego noblisty Mario Vargasa Llosy

Miasto i psy

Miasto i psy – Mario Vargas Llosa

W środku nocy chłopcy grają w toalecie w kości o to, kto ma ukraść pytania na egzamin z chemii. Skok prawie by się udał…gdyby tylko ten oferma Cava nie zbił okna. Kradzież zostaje odkryta i do czasu przyznania się winnego wszyscy dostają koszarniaka. Jest tylko kwestią czasu, żeby jakiś szczur zakablował, a wtedy rozpęta się piekło. Nikt przecież nie będzie tolerował kapusia! Szkołą wojskową im. Leoncia Prado wstrząsną tragiczne wydarzenia, a jej uczniowie będą musieli przewartościować wszystko, w co do tej pory wierzyli. To historia, która jednocześnie obraziła peruwiańską armię i zapoczątkowała światowy boom na literaturę iberoamerykańską. Przedstawił ją w swojej debiutanckiej powieści „Miasto i psy” peruwiański noblista Mario Vargas Llosa.

Buntownik z Limy

Mario Vargas Llosa sam trafił do szkoły wojskowej im. Leoncia Prado gdy miał czternaście lat. Ojciec pisarza wybrał to gimnazjum, gdy zauważył u syna zamiłowanie do literatury – zainteresowanie nieprzystające mężczyźnie w społeczeństwie hołdującym kulturze machismo. Wojskowe życie miało – w mniemaniu ojca – wybić młodemu Mario z głowy takie niemęskie upodobania. W efekcie dostarczyło mu jedynie materiału do debiutanckiej powieści. Książka przyniosła mu rozgłos i zapoczątkowała światową karierę, której ukoronowaniem była literacka Nagroda Nobla. Jakby tej ironii było mało: najgłośniejszą promocję zapewniła powieści sama szkoła. Na jej dziedzińcu, w geście protestu, z „Miasta i psów” urządzono ostentacyjne ognisko. Legenda głosi nawet o kilku tysiącach spalonych egzemplarzy.

„W moim przypadku literatura jest swego rodzaju zemstą. Daje mi to, czego nie może dać prawdziwe życie – wszystkie przygody, wszystkie cierpienia. Wszystkie doświadczenia, które mogę przeżyć tylko w wyobraźni, literatura uzupełnia.”

Mario Vargas Llosa

„Miasto i psy” to dziś klasyk, chociaż autor miał zaledwie 26 lat gdy napisał to dzieło. Kontrowersje jakie wzbudziła książka były do przewidzenia, ponieważ Vargas Llosa podniósł rękę na jedną z najważniejszych sił w swoim kraju: wojsko. Autor nie owijał w bawełnę przedstawiając brutalne życie w szkole i nieefektywność wojskowych metod nauczania. Został za to oskarżony o brak partiotyzmu i przekłamywanie realiów. Trzeba wiedzieć, że wojsko, nawet jeśli nie sprawowało władzy, to wpływało na rządy w Peru przez prawie cały XX wiek. Pucze i zamachy stanu były stałym elementem krajobrazu politycznego, a militaryzm kształtował prawie każdy aspekt życia publicznego i prywatnego. Mario Vargas Llosa, jako zagorzały liberał walczył o zmianę tego stanu rzeczy. Był i nadal jest aktywny politycznie, o mały włos nie został prezydentem swojego kraju. Podczas wyborów w 1990 roku przegrał w drugiej turze, kontrkandydata, który go prześcignął, skazano później za łamanie praw człowieka.

Wyjątkowo trudny wiek

Na „Miasto i psy” trafiłam lata temu dzięki kolekcji Gazety Wyborczej – XX wiek (polecam, listę można znaleźć np. na lubimyczytać.pl). Póki co, żadna książka z tej serii mnie nie rozczarowała, chociaż za pierwszym razem powieść peruwiańskiego noblisty nie rzuciła mnie na kolana. Nie wiem: może poprzednio zabrakło mi dojrzałości albo moje oczekiwania były zbyt wysokie. W każdym razie cieszę się, że dałam jej drugą szansę. Dopiero teraz udało mi się naprawdę zrozumieć ją i docenić. Chociaż książka opowiada o nastoletnich chłopca, zdecydowanie nie jest to literatura młodzieżowa. Obraz, który przedstawia jest niepokojący ale i wciągający zarazem. Młodzi bohaterowie, którzy stoją na progu dorosłości, starają się jednocześnie przetrwać we wrogim i przemocowym środowisku szkoły wojskowej. Jakby bycie nastolatkiem nie było już wystarczająco trudne.

„Żołnierze, kiedy przychodzą do koszar są brudni, zawszeni i kradną. Ale kijem się ich jakoś cywilizuje. (…) Tutaj natomiast zachodzi coś odwrotnego, kadeci z biegiem czasu robią się gorsi. Ci z piątego roku są gorsi od psów.”

„Miasto i psy” – Mario Vargas Llosa

Coś, co zaczyna się jako relatywnie niewinny wybryk: próba kradzieży pytań na egzamin, szybko przeistacza się w tragedię. Obnaża nieudolność wojskowych jako wychowawców, którzy nie próbują chłopców ani wychować, ani niczego nauczyć, tylko przygotować do bycia bezmyślnymi żołnierzami. Bohaterowie pozbawieni jakiegokolwiek moralnego i emocjonalnego wsparcia, sami starają się zrozumieć czym jest odpowiedzialność, lojalność i honor. Zmagają się z pytaniami, które ich przerastają. Czy mówiąc prawdę jestem uczciwy, czy staję się kapusiem? Komu jestem winny lojalność: szkole, kolegom czy sobie? Czy mszcząc się bronię swojego honoru, czy wręcz odwrotnie?

To nie jest kraj dla wrażliwych ludzi

Tematem, który mocno wybrzmiewa w całej powieści jest męskość. W kulturze Peru – jak wielu innych krajach Ameryki Południowej i Środkowej – utożsamiana jest ona z macho, ideałem, który gloryfikuje przemoc i seks. Nie ma tu miejsca dla wrażliwych jednostek, jak jeden z bohaterów (zwany Niewolnikiem), który nie potrafi się dostosować i jest gnębiony przez wszystkich. Presja rówieśników sprawia, że większość chłopców poddaje się temu modelowi, nawet jeśli w rzeczywistości wywołuje u nich zgrzyt. Na każdym kroku próbują udowodnić swoją nowo odkrytą męskość. Manifestują ją tak, jak zostali nauczeni: przez agresję, czcze przechwałki o swojej seksualności i instrumentalne traktowanie kobiet. Jednak gdy mamy okazję obserwować ich poza murami szkoły, odkryjemy inną stronę tego medalu. Autor udowadnia nam, że nic nie jest czarno-białe.

„(…) w wojsku pierwszą rzeczą, jakiej się człowiek uczy, to być mężczyzną. Mężczyźni palą, piją, chodzą na dziwki. (…) Żeby wyrosnąć na mężczyznę trzeba ryzykować, trzeba być smiałym. To jest wojsko, Gamboa, nie tylko dyscyplina.”

„MIASTO I PSY” – MARIO VARGAS LLOSA

Choć prawie każdy z nich zakłada maskę macho, nie każdy jest twardzielem, na jakiego się kreuje. Ich historie pokazują, że nikt nie jest w stanie uciec przed uniwersalną prawdą, że każdy z nas potrzebuje miłości, bliskości i przyjaźni. Chociaż czas między lekcjami spędzają na “męskich” aktywnościach jak picie, bijatyki, hazard, kontrabanda i wizyty w burdelu, to na mieście dają się poznać od swojej wrażliwej strony. Rozpaczliwie potrzebują ciepła i szukają go u innych (zarówno ludzi i zwierząt), bo tak naprawdę żadne cierpienie nie jest trudniejsze do udźwignięcia niż samotność. „Miasto i psy” próbuje odpowiedzieć na pytanie: co to znaczy być mężczyzną? Pytanie uniwersalne, które przewija się chyba przez wszystkie kultury i książki świata. (Pisałam też o nim w mojej poprzedniej recenzji nigeryjskiej powieści “Wszystko rozpada się”. )

Literackie puzzle

„Miasto i psy” to powieściowy debiut Maria Vargasa Llosy, ale gdybym tego nie wiedziała, sama chyba bym się nie domyśliła. Złożona kontrukcja zdradza geniusz przyszłego noblisty, chociaż – trzeba to przyznać krytykom – może się wydawać chaotyczna. Historia opowiadana jest przez kilku narratorów, a każdy z nich jest inny: od wszechwiedzącego, przez pierwszoosobowego, po gadającego do siebie. Każdy z nich opowiada historię z punktu widzenia innego bohatera i każdy ma też swój charakterystyczny styl, a nawet układ graficzny (np. dialogi raz są wyszczególnione myślnikiem, raz cudzysłowem). Dzięki temu łatwiej zgadnąć, o kim właśnie czytamy, a to ważne, bo niekiedy rzeczywiście trudno się połapać. Tożsamość jednego z narratorów odkryłam dopiero pod koniec książki i była dla mnie pewnym zaskoczeniem.

„[Mario Vargas Llosa] jest jednym z autorów, który w XX wieku pisał najbardziej wymownie i najbardziej wzruszająco o skrzyżowaniu kultury z polityką w Ameryce Łacińskiej.”

Rubén Gallo, Princeton University

Mario Vargas Llosa bez zbędnych ceregieli zaczyna opowieść od: „Cztery” – tyle właśnie oczek było na kościach, którymi chłopcy grali w toalecie. Wskakujemy więc w historię wpół kroku i musimy się połapać kto jest kim, i gdzie, i kiedy? Niejednokrotnie nasza koncentracja wystawiana jest na próbę, gdy główny wątek fabuły nagle splata się z wydarzeniami z przeszłości bohaterów. Na pewno nie jest to lektura, którą można czytać jednym okiem zerkając na telewizor. Nie mam jednak cienia wątpliwości, że autor miał dokładnie taki plan na tą powieść i bezbłędnie go wyegzekwował. Zarówno nielinearna chronologia, liczne zmiany tempa i styli – wszystko znalazło się tam po to, aby zapewnić nam pełne zanurzenie w ten świat. Dzięki temu skutecznie przybliża nam psyche bohaterów, ich genezę i cały bagaż doświadczeń, który popchnął ich do decyzji, jakie podjęli.

Dlaczego chwalę?

„Miasto i psy” dotyka tematu bardzo osobistego, dotyczącego wolności jednostki do wyrażania siebie, do bycia tym, kim chcę być. Każdy z nas do pewnego stopnia rezygnuje z jakiejś części siebie, żeby sprostać wymogom społeczeństwa. Tak musi być – inaczej nasz świat ogarnąłby chaos. Jednak sytuacja, którą Mario Vargas Llosa sportretował w swojej debiutanckiej powieści przekracza granice zdrowego rozsądku. Gdy od wszystkich wymaga się dopasowania do obowiązującego modelu, do uświęconej hierarchi, gdy nie ma miejsca na indywidualność ani inność – zaczyna się robić naprawdę niebezpiecznie. Narzucanie wszystkim jednego słusznego schematu tego, jak być mężczyzną, patriotą, obywatelem, jest nie tylko absurdem, ale też aktem okrutnej przemocy.


Książka w polskiej wersji językowej w przekładzie Kazimierza Piekarca ukazała się wielokrotnie nakładem:

  • Wydawnictwa Literackiego w 1978 r.;
  • Wydawnictwa Muza w 1997 i 2001 r.;
  • Wydawnictwa Mediasat Polska w ramach Kolekcji Gazety Wyborczej – XX wiek, 2004 rok;
  • Wydawnictwa Znak w 2009 roku.

Tytuł oryginału: „La ciudad y los perros”, 1963

Język oryginału: hiszpański

Comments (5):

  1. Beata

    21 maja 2020 at 06:47

    Namówiłaś mnie 🙂 sięgnę i przeczytam. Temat rezygnacji z siebie niestety w ostatnich latach dla mnie bardzo aktualny i osobisty, choć z pewnością nie w takim aspekcie jak u tych chłopców. Dziękuję za inspirację!

    Odpowiedz
    • marta

      21 maja 2020 at 09:42

      Cieszę się, że Cię zachęciałam 🙂 Mam nadzieję, że to będzie dla Ciebie dobra rozrywka 🙂 Pozdrawiam!

      Odpowiedz
  2. Gośka

    21 maja 2020 at 22:09

    Nie od dziś wiadomo, że środowisko w którym żyjemy i wzrastamy ma na nas gigantyczny wpływ. A młodzi ludzie, którzy nie są jeszcze do końca ukształtowani i potrzebują wzorców, nie zawsze trafiają na te pozytywne. Do tego środowisko służb mundurowych jest bardzo specyficznym środowiskiem, w którym nawet w naszym kraju za ideał stawia sie wzorzec w typie macho. Jednostki wrażliwe często są szkalowane i nie wytrzymują presji i nie potrafią sprostać oczekiwaniom grupy.
    Aspekt psychologiczny takich środowisk i funkcjonowanie mechanizmów w nich zachodzących są tu przedstawione niejako od kuchni, bo autor pisał o tym czego sam był świadkiem, a może nawet o tym, co przeżył. A to dodatkowo czyni tę książkę wartą przeczytania 🙂 pozdrawiam ciepło i czekam na kolejną propozycję.

    Odpowiedz
    • marta

      22 maja 2020 at 10:32

      Świetnie to ujęłaś! To prawda, że w naszej kulturze ten wzorzec wygląda właściwie tak samo, dlatego wydaje mi się, że tym bardziej warto, żeby ludzie sięgali po takie lektury.
      Dziękuję za miłe słowa i polecam się na przyszłość 🙂 pozdrawiam!

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

I accept the Privacy Policy