pustkowie i skały w Islandii, jako ilustracja do książki "Wyspa" Sigríður Hagalín Björnsdóttir

Wyspa

Wyspa – Sigríður Hagalín Björnsdóttir

Wyobraź sobie, że pewnego dnia w kraju, w którym żyjesz zawodzą wszystkie środki komunikacji i zostajecie odcięci od świata. Teraz wyobraź sobie, że ten kraj leży na wyspie oddalonej od najbliższego zamieszkanego lądu o setki kilometrów. Nie wiesz co się wydarzyło, ale wiesz, że ludzi na wyspie jest za dużo, żeby dla wszystkich starczyło jedzenia, bez dostaw z zewnątrz. Prędzej czy później skończą się zapasy, a wraz z nimi – czy kończy się nasze człowieczeństwo? Ile warta jest solidarność w obliczu głodu i brutalnej walki o przetrwanie? Takie pytania zadaje nam Sigríður Hagalín Björnsdóttir w powieści „Wyspa”, zabierając nas w podróż do Islandii i malując sugestywny obraz katastrofy, która może się wydarzyć w każdej chwili.

Lodowy samotnik

Lepiej zrozumiemy dlaczego ten scenariusz jest tak przerażająco prawdopodobny, jeśli przyjrzymy się najpierw samej Islandii. Mówi się o niej, że jest ziemią lodu i ognia, a to za sprawą wulkanów i lodowców, które pokrywają sporą jej część. Bliskość i dzikość przyrody zachwyca na każdym kroku. Dziś Islandia jest celem zarówno dla turystów jak i imigrantów, ale historycznie była ostatnim bastionem do zdobycia dla europejskich osadników. Przez kilka wieków wyprawa na tą daleką wyspę wymagała sprytu i niemałej odwagi. Duża odległość od kontynentu i dziki klimat wyspy nie przyciągały przybyszów. Islandia funkcjonowała zatem w sporej izolacji od reszty świata, a jej społeczeństwo i kultura rozwijały się bez większych wpływów z zewnątrz. Dzięki temu na przykład muzyka Björk jest tak niesamowita (i właśnie dlatego ją uwielbiam).

The thing about Iceland is that we are trapped there anyway, all of us. We have been trapped there for thousands of years.

Baltasar Kormakur – aktor

Wymiana handlowa przez długie lata była bardzo ograniczona, dlatego Islandczycy nauczyli się być samowystarczalni, korzystać z tego, co daje im morze i ta niezwykła ziemia. Potem, gdy świat się skurczył, a postęp technologiczny zmienił go w błyskawicznym tempie, islandzkie społeczeństwo również przeszło ogromne przemiany. Rozwój handlu i dostęp do nowych technologii sprawiły, że drastycznie wzrosła liczba ludności. Ceną tego dobrobytu było, rzecz jasna, uzależnienie się Islandii od importu. Dziś powrót do wcześniejszej niezależności mógłby być przerażająco trudny.

Wyspa uśmiechniętych ludzi

Islandczycy uznawani są za jeden z najszczęśliwszych narodów świata. Ludzie są otwarci, żyją w bliskości z zapierającą dech w piersiach naturą, islandzkie społeczeństwo jest jednym z najbardziej równościowych i tolerancyjnych, a przestępczości praktycznie tu nie ma.

85% Islandczyków uznaje „niezależność” za wartość „bardzo ważną”. Dla porównania 47% Norwegów i 49% Duńczyków odpowiedziało tak samo.

Eurobarometr 2005

Ci potomkowie Wikingów z innymi nordyckimi narodami dzielą wiele cech, natomiast to, co ich wyróżnia to przywiązanie do niezależności i samowystarczalności. Dlatego właśnie powieść „Wyspa” wywołała tak gorącą dyskusję w Islandii, poruszyła bardzo wrażliwą strunę w islandzkich duszach. Co gdyby koszmar się spełnił i wyspa zostałaby odcięta od reszty świata? Czy dzisiejsi Islandczycy i ich wzorowe społeczeństwo zdołaliby przetrwać? Ile ze swojej postępowości i niezależności umieliby zachować?

Czarny scenariusz

Choć „Wyspa” to literacki debiut Sigríður Hagalín Björnsdóttir, od razu została ogłoszona w Islandii jedną z najważniejszych książek ostatnich lat. Autorka przeprowadza w niej dla nas taki oto eksperyment myślowy: Islandia nagle traci kontakt z zewnętrznym światem. Jak większość katastrof, ta również zaczyna się niewinnie – nie ma internetu. Szybko okazuje się, że zawiodły także inne środki komunikacji, nie przylatują samoloty, nie przypływają statki, a te, które oddalają się od wyspy, gdy tylko znikają z radarów, przepadają bez śladu, jakby rozpływały się we mgle. Nie jest jasne, co spowodowało tą sytuację, czy jest to jakiś katastrofalny w skutkach wypadek, czy choroba, czy może celowe działania innych krajów, terrorystów?

Krok za krokiem każdy zaczyna myśleć wyłącznie o sobie, sobie i swoich: geriatrom, policjantom, położnej mającej odebrać poród wciskamy paletę jaj albo butelkę oleju.

SIGRÍÐUR HAGALÍN BJÖRNSDÓTTIR „WYSPA”

Początkowo ludzie starają się opanować niepokój i żyć jak dawniej, czekając, aż sytuacja wróci do normy. Szybko jednak staje się jasne, że nie wszyscy mają w sobie te same pokłady cierpliwości i państwo zaczyna pogrążać się w chaosie. Rząd manipuluje informacjami, aby ukryć przed społeczeństwem, że kończą się zapasy żywności, zbrojne bandy siłą zagarniają kurczące się zasoby, sytuacja szybko wymyka się spod kontroli. Społeczeństwo się rozpada, a nad ludźmi biorą górę najgorsze instynkty.

A my, pozostali, autochtoni, patrzymy na tych ludzi bykiem, kiedyś przynosiliście nam wpływy w dewizach, dziś jesteście obciążeniem, zjadacie naszą żywność i zabieracie nam pracę, (…) wracaj do hotelu, turysto pieprzony, no już, (…)

Sigríður Hagalín Björnsdóttir „Wyspa”

Człowiek – czy to coś znaczy?

Autorka roztacza przed nami brutalną wizję tego, jak mogłaby potoczyć się losy społeczności zdanej tylko na siebie, ale trudno odmówić sensu jej konkluzjom. Okazuje się, że jesteśmy tylko ludźmi, a to znaczy tyle, że nie jesteśmy wcale tak wyjątkowi jak się nam wydaje. Takie szczytne idee jak tolerancja, altruizm, demokracja, zdają egzamin w czasach dobrobytu. Gdy następuje kryzys, szlachetność chowamy do kieszeni, a do głosu dochodzi nasza pierwotna, zwierzęca natura. Autorka zadaje nam zatem niewygodne pytania o granice naszego człowieczeństwa. Co musi się wydarzyć, żebyśmy pozbyli się wszelkich skrupułów i dlaczego tak niewiele? Dlatego zastanawiam się: czy jeśli tak łatwo wyzbywamy się człowieczeństwa, to czy w ogóle kiedyś je mieliśmy?

Dlaczego chwalę?

„Wyspa” zrobiła na mnie spore wrażenie. Książka trzyma w napięciu, czytając ją, ciągle wyobrażałam sobie jaki świetny film będzie mógł powstać na jej podstawie. Udzielił mi się niepokój bohaterów, ich niepewność i prawie namacalne poczucie klaustrofobii. Nie jest to lektura napawająca optymizmem, ale uważam, że zdecydowanie warta polecenia. Może być tym potrząśnięciem, którego nam potrzeba, szczególnie obecnie, kiedy ludzie zdają się nie pamiętać, do czego może doprowadzić przyzwalanie na ksenofobię i szerzenie nienawiści. Można przecież zostać ludzkim nawet w kompletnej izolacji.


Książka ukazała się w polskiej wersji językowej w przekładzie Jacka Godka nakładem Wydawnictwa Literackiego po raz pierwszy w 2018 roku.

Tytuł oryginału: „Eyland”.

Język oryginału: islandzki

Comments (1):

  1. Artur

    8 grudnia 2019 at 21:04

    świetny blog, ciekawe kto wpadł na tagline 🙂

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

I accept the Privacy Policy